Tadek... a właściwie Trabant 1.1 zjechał z taśmy montażowej w 1991 roku. Jest ostatnią odsłoną tej DDR-owskiej myśli technicznej i wyposażony jest w czterosuwowy silnik o pojemności 1043 cm3, który został zbudowany na podstawie dokumentacji zakupionej od VW na początku osiemdziesiątych lat. Jak dla mnie była to reanimacja trupa Zakupiłem go całkiem przypadkowo we wrześniu 2021 roku w okolicach Bochni od człowieka, który pasjonuje się odbudową starych samochodów. Szukałem Fiata 125p ale żaden nie spełniał moich oczekiwań w założonym budżecie. I tak na powrocie z oględzin kolejnego fiata trafiłem na Tadka. Zaraz po zakupie w drodze powrotnej (oczywiście na kołach) padł alternator i dalszą podróż kontynuował na lawecie. Następnego dnia otrzymał nowy. Trabancik był wyposażony w instalację LPG i tak jeździłem przez rok ponieważ na benzynie nie było jazdy. Dopiero po regeneracji gaźnika instalacja LPG została zdemontowana a miejsce butli zajęła basstuba Jak to Trabant 1.1 mój również był wyposażony w plastikowe zderzaki, które nijak nie pasowały do całej reszty. W związku z tym, że grill był zamontowany od wersji 601 nie miałem skrupułów aby zamontować chromowane zderzaki, lusterka i ranty nadkoli. Według mnie komponuje się to bardzo dobrze chociaż niektórzy "Trabanciarze" byli odmiennego zdania. Tadek jest użytkowany dość intensywnie (jak na taki samochód oczywiście). Nie bał się wyjazdu w góry, a najdłuższą wycieczką był wypad na Hel (trasa Wanaty - Hel - Wanaty = 1100km). Mało kto wierzył że dojedzie ale Tadek dzielnie pokonywał kolejne kilometry mijając kilkunastoletnie fury, które nie wytrzymały upału stojąc w korku. W styczniu otrzymał nową uszczelkę głowicy... nie nie... nie wydmuchało tylko delikatnie zaczął się sączyć olej, a to chyba nie wypada. Na dzień dzisiejszy jest w 100% sprawny, pali z półobrotu i wiezie mnie tam gdzie tylko chcę